rzygowiny

… czyli moja, niezrozumiała wizja świata

Pociechy

Pociechy

Czy rzeczy które cieszą tylko w swej połowie
winny pozostać z racji połowy swej pociechy
czy winno wyprawić się je daleko z racji połowicznego niezadowolenia?
Czy uczyć się tylko te szczęśliwe rzeczy pamiętać
czy te niedobrotliwe również na bilans spraw ważyć?

Marność egzystencji

Marność egzystencji

Mijając ludzi egzystencją mojej osoby zdziwionych mijających mnie z gębami otwartymi
widzę ból i cierpienie polskiego narodu.
Widzę dogorywanie i ciemnotę lepszego jutra.
Ich marność i nieznaczność wobec świata,
lecz zarówno pretensje do niego
jakoby on im tą krzywdę wyrządził.

Ręka nadziei

Gdy nadszedł czas rozliczenia z rodzicielem,
które trzymane w głowie mojej
od przynajmniej 365 obrotów globu
spokoju mi nie dawało
z powodu nipokoju duszy mojej rodzicielki,
która w większości bezwinna takiej sytuacji,
pozostawiło we mnie uczucie niefinalizacji.
Jakobym zapomniał o czymś na tyle ważnym
co miało tę sprawę korzeniami swemi
w nieba kierunku postawić.
Mimo wszystko nadzieja krąży w graniastym kole
nadając sprawie ciepłe kolory.
Nadzieja na kolejne 14 obrotów globusa
ruszanego ręką niewiadomą…

Płatki mojej Róży

Marność daje pseudo-spontaniczne sponiewieranie umysłowe polskiej nieinteligencji.
Raczej stres i obłuda krąży nad głowami naszemi,
przez większość wszakże niedostrzegana.
Więcej różnorakość zakresu pracy przyjemności daje
i choć szczyptę pozornego spełnienia zostawia po sobie. Drogą taką zamierzam podążać.
Drogi takiej zamierzam doglądać.
By mi i mej Róży szczęście doczesne zapewnić.

Moja Róża
nigdy wcześniej przez wiatry południa nie sponiewierana, rozchyliła swoje krasne płatki
by je potem zakryć
i chęcią i nadzieją mą głowę po brzegi wypełnić
w niedoczekaniu.
Czekać warto, ale ile?
Czekać warto, lecz aż tyle?
Zastępstwa szukać nie mam zamiaru,
lecz ile ma głowa ma jeszcze umiaru…?

Mem pierworodny, czyli gen

Mem pierworodny, czyli gen

Dzieci zmęczone u narodzin.

Niemowlaki z przekonaniami i urojeniami.

Wszyscy ubrani tak samo.

Indywidualizm zszedł na zboczoną stronę.

Dewiacja zboczenia-

- czyli normalność?

Piękno i kurewstwo

Piękno i kurewstwo

Brzydota pomieszana z pięknem,

która w kurewstwo się przemienia.

Wszystko co niedostępne- staje się ukazane na tytuł iluzorycznego piękna.

Zmysły już nie są potrzebne.

Wiedza

Wiedza

Czy gdy wiesz, ale nie pamiętasz,

to wiesz czy nie?

Marność narodu polskiego

Marność narodu polskiego

Postsowieckie baraki umysłowe.

Podkowy na twarzach i podróż do lepszego jutra.

Bez żadnej nadzieji.

Destrukcja demokracji.

Konsumpcja komunizmu.

Brak pomysłów i recept na swoje 5 minut,

które już chyba minęły.

Znaki istnienia

Znaki istnienia

Domy bez twarzy,

klatki dla ludzi.

Tylko dymy dają znak istnienia tej hołoty niedającej im żadnego wyrazu.

4-kołowiec wydarty ostatkiem sił,

chowany do garażu, który miał jedno 0 więcej do niego parkować.

Flora z luminofora

Flora z luminofora

Flora z luminofora,

wyciągnięta z plastikowej, fabrycznej klatki,

przełożona chwilowo do drugiej-

- spożyta z poczuciem spełnienia i poprawności,

mimo grzechu pierworodnego.

Prostota rozumu

Flagi bez poczucia narodowości.

Tradycja wygrywa z rozumem.

Ale czy głupków nie trzeba kierować?

Proste rozumy- proste wskazówki.

Jak przyzwolenie poligamii dla eliminacji nadmiarowości samotnych kobiet na nowym kontynencie.

Mój świat

Mój świat

Mój świat niby zdrowy i poukładany,

lecz zepsuty i porozwalany.

Pocieszki wygasły.

Doczesne wartości niesłusznie zatraciły swe wartości.

Awaria

Awaria

Chcę być Twoją kurką,

niedzielnym obiadkiem,

kuchennym fartuszkiem,

Twoim cackiem z dziurką.

Kolory

Kolory

Sytuacja jakby życie zaczynało nabierać kolorów

ale w sepii…

A po co komu sepia, gdy w pełną barwę pójść nie można?

Żul

Żul

Żywotność rzeczy organicznych,

pozornie martwych.

A jednak drażni większość zmysłów.

Wymuszona akceptacja.

Niewidzialna dostrzegawczość.

Rzut okiem i akceptacja.

Wymuszona jak chore dziecko.

A gdyby tak Chiny…